Subiektywny przewodnik czyli o podróżach, zilustrowane zdjęciami

Subiektywny przewodnik
Teide – góra na wakacje

W sumie nie wiem, czy wejście na szczyt Pico del Teide było przy okazji wakacji, czy wakacje były przy okazji wejścia na szczyt. Niewątpliwie był to jeden z powodów dla których wybraliśmy się na Teneryfę.

Szczyt góruje na wyspą i nad całym archipelagiem Wysp Kanaryjskich. A że to przy okazji najwyższy szczyt Hiszpanii (3817m.) powoduje, że na górę ciągną wycieczki turystów z całej Europy. Nie, to nie tylko pasjonaci gór – pod szczyt prowadzi kolejka, która wjeżdżają „zainteresowani” – młodzi, starzy, dzieci. Ale na szczycie staną już tylko wybrani! Ci, którzy odpowiednio wcześnie zaopatrzą się w pozwolenie na wejście na szczyt krateru.

My wybraliśmy wersję pośrednią – na szczyt wejdziemy, a na dół zjedziemy. Na wyprawę pojechaliśmy przygotowani – buty, kijki, mapa (obowiązkowo kupiona jeszcze w Polsce), pozwolenie do wejścia na szczyt, no i z informacji znalezionych na necie (dziękuję wszystkim, którzy coś napisali na ten temat), dużo wody (5l. to minimum dla 2 osób) i olejki do opalania.

Zostawiliśmy auto, zawiązaliśmy buty, poprawiliśmy paski plecaka i ruszyliśmy w drogę. Przed nami było 1500 m w pionie. Nie wiedzieliśmy, czy to dużo, czy mało. Czasy wejścia na szczyt wahały się pomiędzy 2,5 h do 7-8h. Początek to miły spacer przez duże pola pustynnego krajobrazu. Minęliśmy „jaja Teide” i dotarliśmy do granicy lawy. Tu zaczęło się dopiero podejście – stromizna zwiększyła się, a wraz ze zmęczeniem, brakiem cienia i ciągłym uczuciem pragnienia trasa dłużyła się niemiłosiernie. Ola dodatkowo odczuła (chyba łagodne…?) skutki wysokości, każdy krok kosztował ją mnóstwo siły i energii. Od ok. 3000 m do stacji kolejki na 3550m usłyszałem wiele brzydkich słów pod swoim adresem…. Więcej brzydkich słów usłyszałem, gdy zaproponowałem, żeby poczekała przy stacji kolejki, a ja wejdę na szczyt. „Nie po to się tyle męczyłam!”.

Na szczyt można wejść jedynie za pozwolenie dostępny na stronie internetowej parku narodowego Pico del Teide. Trzeba mieć ze sobą numer pozwolenia i dokument za pomocą którego dokonało się rezerwacji. Strażnicy parkowi weryfikowali to przy nas. Ostatnie emocje pojawiły się, gdy myślałem, że zostawiłem w hotelu numer pozwolenia. Poszukiwanie w panice w dokumentach kartki z zapisanymi numerami skończyło się sukcesem, strażnicy otwarli bramkę i przepuścili nas na szczyt.

Ze szczytu krateru wydobywa się siarka, co świadczy o tym, że wulkan nadal jest aktywny. Sam szczyt jest dość niewielki, miejsca na piknik tam nie ma. A że przy okazji jest na szczycie stromo, to pozwolenia do wejścia na szczyt są uzasadnione. Ze szczytu rozpościera się widok na cały archipelag wysp, na wyspę, widać niektóre kurorty. Widok jest zapierający dech w piersiach – na szczycie człowiek czuje się jak na dachu świata. Szczyt wyraźnie góruje nad wyspą i nad całym pasmem górskim. Kolejny szczyt na wyspie jest o ok. 1000 m niższy. Więc nic (no poza chmurami) nie zasłania widoku.

Trasa na szczyt zajęła nam ok. 5,5 godziny. Ale było warto.

Cincopa WordPress plugin

Leave a Reply