Subiektywny przewodnik czyli o podróżach, zilustrowane zdjęciami

Subiektywny przewodnik
La dolce vita w Turynie

Mało jest mi znanych dużych miast we Włoszech, gdzie nie słychać na każdym rogu ‘american English’. Pomijam mieściny gdzieś wysoko w Alpach, gdzie prym wiodą nacje europejskie przyjeżdżające na narty.
No więc Turyn ma to czego nie widziałem w innych włoskich miastach – to znaczy jest włoski. Centrum nie jest opanowane przez obcokrajowców, Azjatów, etc. Rodowici Turyńczycy pracują w Turynie, pija kawę ze znajomymi, jedzą lunche, kolacje, posilaja się przy apperitivo. Są widoczni. Dzisiaj na głównym placu w Turynie grupka starszych mężczyzn grała na akordeonie i spiewala sobie różne – dla nas mniej lub bardziej znane – piosenki.
Małym wyznacznikiem włoskości jest cena kawy i możliwość siadania lub nie przy stoliku. W Wenecji, za sam fakt zajęcia miejsca przy stoliki zapłacimy coperto – jakieś 2 euro, dolicza nam do tego service charge – 15-20 % i zapłacimy za kawę – esspresso – 1 euro – w sumie jakieś 3.5 – 4 euro. W Turynie przy głównej ulicy można nadal napić się kawy i siąść przy stoliku za jedyne 1 euro.
Ciekawym zwyczajem jest apperitivo – przedkolacja – lokale podwyższają cenę drinka i serwują przekąski – małe, duże, różne. Można podziubać małe kawałki pizzy, oliwki etc czy tez za parę euro więcej uginające się stoły z przekąskami. Teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby kilka razy uzupełnić sobie talerz.
Innym problemem sa pory posiłków i siesta. Lunch – tylko do 14.00. Gdy ktoś się z jakichś powodów spóźni, nie dojedzie, to czeka na dinner. A restauracje otwierają się ok 19.00 – 20.00. Do tego o określonych porach określona kawa. I dzień z głowy. Po 21.00 miasto jest przyjaźnie opustoszałe, ale ludzie zapełniają liczne knajpki i restauracje, słychać gwar rozmów na całych placach, gdzie znajdują się restauracje.
No i etykieta jedzenia. Wszystko osobno, w swojej kolejności, najlepiej z 1 talerza, oczyszczonego chlebem… A potem ser, kawa i deser.

Leave a Reply