Subiektywny przewodnik czyli o podróżach, zilustrowane zdjęciami

Subiektywny przewodnik
Cypr bez turystów

Są miejsca, gdzie pierwszym skojarzeniem jest turystyka, plaża, drinki z palemką. No czasem ktoś coś pozwiedza. Niektórzy jadą z założeniem zwiedzania, ale w końcu to także zwykli turyści.
Dlatego dziwnie odkrywa się miejsca typowo turystyczne jadąc w ‘interesach’, bez założen typowo turystycznych, szczególnie gdy jest się podejmowanym przez miejscowych.
Zobaczyć Cypr w styczniu, nawet przez kilka dni to coś ciekawego z różnych przyczyn. Po pierwsze – to przyjemna odskocznia od naszych zimowych temperatur, bo słoneczko przygrzewające do 20 stopni to miła odmiana… Wieczory też są przyjemne. Na tym tle utyskiwania miejscowych na zimno wydaja się nam nie na miejscu i powodują mały uśmieszek pod nosem. Wyspa sprawia wrażenie możliwej do ogarnięcia w przeciągu tygodniowego urlopu (może nie zobaczymy wszystkiego, ale na pewno dużą część).
Dość mocno na wyspie widać pozostałości z przynależności do Korony Brytyjskiej. W codziennych sprawach to wtyczki i gniazdka – model brytyjski, ruch lewostronny (wsiadłbym na miejsce kierowcy) i królowa Elżbieta na monetach z okresu podległości Koronie. Co do innej rzeczy to nie wiem czy można ją przypisać wpływom brytyjskim, ale chyba tak, bo Malta – będąca też pod panowaniem brytyjskim – miała podobną cechę. Mieszkańcy są punktualni. 7 rano to 7 rano, a nie południowe 7.30 może 9.00…? Taksówka przyjeżdża przed czasem, a opóźnienie pasażerów powoduje niesmak kierowcy.
Tak długo jak wyspa była rządzona przez Brytyjczyków stanowiła całość. Od 1974 jest podzielona na strefę grecką i turecką. Szczególnie wyraźnie widać to w Nikozji – ostatniej podzielonej stolicy w Europie. Zasieki przechodzą przez budynki, okna, dzielą domy na pół. Kontrast tym większy, że obok toczy się normalne życie – na balkonie na pierwszym piętrze chodzi żołnierz na posterunku, a na dole ‘business as usual’ – czyli sklepik, warsztat otwarty jak gdyby nigdy nic. Ale wejście na stronę turecką nie stanowi problemu – nie potrzebujemy nawet paszportu. Dowód wystarczy – ale do paszportu można dostać pamiątkową pieczątkę. Turecka cześć jest biedniejsza i widać w niej klimat turecko-muzułmański. Muezin nawołujący do modlitwy o zachodzie słońca, meczety i ‘oryginalne’ ciuchy znanych projektantów za dobra cenę.
Podział – pomimo już 40 lat – jest widoczny też u mieszkańców w symbolicznym znaczeniu. Pomimo, iż podzielone zostały rodziny to dumni Grecy nigdy nie przejdą na druga stronę, plan Nikozji podaje że cześć północna jest pod ‘okupacją turecką’, a na lotnisku kawa po turecku nazywa się kawą po cypryjsku.
Jedzenie to chyba połączenie tradycji greckich, tureckich, śródziemnomorskich, bałkańskich i arabskich. Tzatzyki, kebab, sałata podobne do szopskiej, pomidory, kawa, rakija i ouzo, wina, chleb pita. Można szukać więcej związków. Ogólnie świetnie nadające się jedzenie do biesiadowania, śpiewu i miłego spędzenia czasu.
O tej porze roku turystów jest jak na lekarstwo, ale nie wiem czy chce sobie wyobrazić jak wygląda Cypr, gdy zaczyna się najazd spragnionych słońca Europejczyków. Teraz można zobaczyć miejsca bez szalejących tłumów i konieczności rozpychania się łokciami, aby mieć miejsce do zobaczenia zachodu słońca w porcie w Pafos.
Uderzyła mnie inna rzeczy – pomniejszanie własnej wartości. O ile można to tak nazwać. Na pytanie do kelnera jakie lokalne piwo poleca – ‘carlsberga, robimy go na wyspie’, a jeden to nas w ogóle chciał odwieść od piwa cypryjskiego. Każde inne – belgijskie, irlandzkie – mogło być, ale nie cypryjskie. Czy też jedzenie – milo usłyszeć, że polskie jest lepsze, ale cypryjskie jest niczego sobie, a porównywanie bigosu i tzatzików uważam za duże nadużycie… 🙂 obie potrawy zjem ze smakiem.
Generalnie warto wrócić i tym razem jako typowy turysta poleżeć sobie na plaży i pozwiedzać resztę wyspy – podobno góry Trodos są warte wizyty.

Cincopa WordPress plugin

Leave a Reply